Kiedy zaczniesz biec.

kiedy zaczniesz biec
ja spowolnię cię
byś nie męczył nóg, którymi chadzasz do mnie
gdy porzucisz dom
ja zbuduję most
byś bezdomny w schronieniu myślał o mnie
kiedy zwątpisz w dzień
Słońca zawrócę bieg
byś na nowo mógł zbudzić się obok mnie
gdy zapomnisz mnie, ja przypomnę się
każdym skrawkiem mego ciała

Mówią, że zbyt wiele czuję.

mówią, że zbyt wiele czuję
a w myślach bez końca się gubię
lecz ja po prostu staram się widzieć
to o czym wszyscy tylko mówią

gdy widzę, to gonię myślami i słowem
jak Białego Króliczka, co uciekł mi chodem
nie gonię, by złapać… nie łapię, by gonić
chodzi wszak o to, by Królik się bronił

Wracając do domu…

Wracając do domu, gdzieś obok drewnianej budy z szyldem ,,U Malinowskich”, gdzie codziennie rano kupowała gazetę z programem telewizyjnym, a jej konkubent w każdy wieczór opróżniał butelkę mocnego ciemnego, dostała ulotkę.
Lśniący kawałek papieru pokryty plastykową folią, krzyczący do niej, że boli ją kręgosłup, od dziecka ma pecha, a jej mąż jest alkoholikiem i tylko Znachor, co się ulotką reklamował zna panaceum na jej wszelkie zło.
Pomyślała, że ulotka mówi prawdę, a skoro na kręgosłup pas z TvMango nie pomógł, na pecha wisior ze sklepu Chińskiego też nie, to może Znachor z tym panaceum nie zmyśla.
Bo naiwna to nie jestem. Pomyślała. Jak mi Stary powiedział, że przestanie pić, to tylko się roześmiałam ironicznie. Naiwna to ja nie jestem. Przekonała samą siebie i przypomniała sobie, jak ta z lewej w jury na TEFAŁENIE mówiła ostatnio by walczyć o marzenia. To postanowiła zawalczyć.

Nim dojechała na miejsce komunikacją miejską, cztery razy była bliska zrezygnowania, raz nawet już wysiadła z autobusu, by zawrócić, wtem objawiła jej się zapłakana twarz Pani z Jury po występie 6latki śpiewającej ,,A mury runą” i nabrała ponownie pewności, że i te barykady muszą pęknąć. W myślach zamiast ,,pęknąć” użyła słowa ,,pęc” lecz szybko spostrzegła swoje językowe foux pas i używając techniki oddechowej wyuczonej z tutotarialu pozbyła się wstydu.

W recepcji Znachora zapłaciła za Standardowe Usługi Diagnostyczne w pakiecie z Natychmiastowym Odblokowaniem Zastałych Energii ze zniżką -10% dla emerytów, co wyniosło ją 297zł. Była zadowolona. Za pas z TvMango zapłaciła 399, więc przyoszczędziła.
Kupię garnki, pomyślała.

W gabinecie Znachor zaczął dialog. Powiedział, że na jej barkach ciąży klątwa rodowa. Bingo, kręgosłup. Zawsze miałam słabe plecy, a od dźwigania, to mnie w krzyżu łupało, a że rodzinę to ja mam sporą, to już wiem skąd ten kręgosłup boli. Znachor podniósł lewą brew i powiedział, że uleczy, więc się mu dała. On mrucząc mantry z Podlasia toczył jej jajko po kręgach, a ona myślała, co zrobi na obiad i czy kupiła chleb na jutro. On powiedział, że uzdrowił, ona podziękowała i poczuła, że kręgosłup już nie boli, jakby nigdy nie bolał.
Już wychodziła, kiedy chcąc wykorzystać okazję usiadła znów przy stole i opowiedziała, że w kuchni ją zawsze głowa przy oknie boli. Siedzi Pani na żyle wodnej, odpowiedział. Wstając i przyglądając się krzesłu odpowiedziała Przepraszam, ale ze mnie niezdara, mam nadzieję, że nie zniszczyłam i ze wstydem wyszła.

To była któraś sobota z kolei…

To była któraś sobota z kolei, kiedy szykowaliśmy się do nocy filmowej. Standardowo – kilka wygodnych poduszek, film kategorii B i coś do picia…. Robiłem pop-corn i znów wstawiłem na trzydzieści sekund za długo niż mówiłaś. Złościłaś się, że nienawidzisz spalonego, a ja się śmiałem, co doprowadziło Cię do jeszcze większego szału.

Śmiałem się do odtwarzanego w głowie film z przed kilku lat… To był czwartek, taki sam jak każdy poprzedni. Po polskim szliśmy z nieznanymi Ci ludźmi oglądać film. Zachodząc po drodze do sklepu dziewczyny liczyły kalorie, a chłopaki pieniądze. My chcieliśmy więcej, dziewczyny mniej… Nigdy nie wybieraliśmy filmu. Nie był ważny. Seans trwał w naszych głowach odtwarzany przez wspólny projektor absurdu. Godzinami leżeliśmy na jednym łóżku, czasami pijani smacznym flirtem lub odmóżdżeni śmiechem wdychając smród spalonego przeze mnie pop-corn’u.

Z wizji wyrwałaś mnie pretensją, że jestem bezczelny. Że wszystko traktuję jak żart, nie myślę.

Przeprosiłem, a Ty zjadłaś pop-corn.

 

Pan Nocy.

Powietrze było nadzwyczaj ciepłe, albo tylko tak mi się wydawało. W końcu byłem zupełnie nagi, a moje ciuchy leżały obok waszych kilka kilometrów za mną, przy drodze, której kamyki poraniły mi wtedy stopy do krwi. Rozgrzewała nas adrenalina i poczucie wolności, które tłoczyło serce, rezolutnie zagłuszając mózg wrzeszczący WSTYD! Wstyd nie istniał i wasza nagość nie istniała. Byłem ja, odbijająca się pełnia na każdym milimetrze ciała, krew na stopach i wolność.

———-

Księżyc był znów jedynym światłem, ale nawet on nie zdołał wbić się choćby na milimetr w czerń wody, która o tej porze bardziej przypominała wartkie niebo o północy niż rzekę, jaką pamiętałem zza dnia. Kilka godzin wcześniej te plaże oblegane były przez promienie słońca, turystów i hałas. Teraz istniała tylko woda i ciemność… Drżałem, lecz ani z zimna, ani ze strachu. Drżałem w rytm wypłukiwanych myśli.

———-

Świat, a przynajmniej cała wieś leżała nam u stóp. Wrzeszczeliśmy i śpiewaliśmy tańcząc od jednej do drugiej balustrady mostu. Ta noc nas opętała, a my odprawialiśmy swoje rytuały uwolnienia od bladej rzeczywistości. Muzyka była tylko tłem, dla echa naszego ducha, który eksplodując odbijał się od wnętrza naszej skóry… Rytm naszego obłędu… Dźwięki naszych szaleństw.

———-

Takich nocy było kilka. Siadałem na parapecie, spuszczają w zwisie nogi od zewnętrznej strony okna mojego pokoju i trując się, o wiele za wcześniej niż powinienem, dymem niebieskich LMów. Niczego wtedy nie obserwowałem, o niczym nie myślałem. Moją głowę wypełniała muzyka, chyba MGMT lub Florence Welch. Świat stanął przede mną na baczność, a ja znów byłem Panem Nocy.

———-

Słońce nieśmiało wyglądało zza horyzontu, a ja będąc w fazie trzeźwienia po pewnych prochach – świadectwie naiwnej młodości – byłem najszczęśliwszym człowiekiem świata, po nocy która poczęstowała mnie straceniem świadomości, złymi halucynacjami i okradnięciem.

———-

       Dziś przenoszę się na inny grunt… Otaczam ochronną warstwą, by zmyć brud z twarzy.

.

Zbyt zmęczony, by udawać nieszczęśliwego… Zbyt nieszczęśliwy, by obdarowywać radością… Wiem, że próbowałeś zaskoczyć mnie życiem, lecz dopiero gdy oślepłem na rzeczywistość. I… może znalazłeś idealnie miejsce, by zrealizować mój idealny plan, ale chyba nie jestem już zainteresowany, więc… możesz płakać, a ja podzielę Twój ból. Możesz płakać tyloma łzami ile zdołasz połknąć, by nikt prócz nas nie widział. Płacz… tym razem uwierzę w Twój ból, a ja… czasami spojrzę z alkoholem we krwi w przeszłość, szukając przy okazji piromanów winnych spalenia mojej duszy. I zaczniemy płakać… wierząc w swój ból. Łykać łzy, aż zwymiotujemy mózgi…

… i zaczniemy od nowa.

Są teksty, które…

Nie ma znaczenia, ile razy mówiłaś mi, że chcesz odejść
Nieważne, ile oddechów wzięłaś, wciąż nie byłaś w stanie oddychać
Nie ma znaczenia, ile bezsennych nocy przeleżałaś, budzona odgłosem trującego deszczu
Dokąd odeszłaś?
Podczas gdy dni mijają, noc płonie
Powiedz mi, czy zabiłabyś, aby ocalić swe życie?
Powiedz mi, czy zabiłabyś, aby udowodnić swoją rację?
Zniszcz, spal, niech to wszystko spłonie
Ten huragan wciąga nas wszystkich pod ziemię
Nieważne, na ile sposobów umrę, nigdy nie zapomnę
Nie ma znaczenia, ile żyć przeżyję, nigdy nie będę żałować
W tym sercu jest ogień i bunt, który za chwilę eksploduje w płomieniach
Gdzie jest twój Bóg…?
Czy naprawdę pragniesz?!
Czy naprawdę pragniesz mnie?!
Czy naprawdę pragniesz mnie martwego?!
A może żywego, aby torturować mnie za me grzechy?!
Obietnice, które składaliśmy, nie były wystarczające. Nigdy więcej nie baw się w tą grę
Modlitwy, które odmawialiśmy, były jak narkotyk. Nigdy nie mając zamiaru mi tutaj pomóc
Sekrety, które wydaliśmy, nigdy nie zostały poznane. Nigdy nie śpiewaj tej piosenki po raz kolejny
Miłość, którą mieliśmy… musieliśmy pozwolić jej odejść. Nigdy więcej się nie poddawaj, nigdy więcej nie rezygnuj
Ten huragan…
- 30STM Hurricane.

.

,,Istnieję tylko dla tych, dla których istnieję” – okazało się, że jest ich mniej, niż sądziłem, a i z istnieniem dla tych, dla których istnieję mam problem. Nie istnieję też od dawna w tym miejscu i trochę mnie to martwi. Nie istnieję, bo wydaje mi się, że martwię się wieloma innymi rzeczami, martwiąc się tak na prawdę o nic. Z głupiej natury. Wszystkie te zmartwienia zaowocowały długim oczekiwaniem w kolejkach i receptą. Recepta też mnie martwi, a kolejna wizyta u ,,specjalisty” co najwyżej śmieszy. W każdym razie dziś to, co się skondensowało zaczęło się rozpuszczać. Co też mnie martwi, ale daję nadzieję… chociaż na kilka nowych tekstów.

W ruch.

Ja też, tak jak Ty znajduję rozpacz, co kilka dni. Odkrywam ją w pościeli, chowaną gdy nie patrzył nikt. Więc nie mów, że mam zimną krew, gdy nie wrzeszczę o swych oparzeniach, bo nie krzyk, lecz pożar żył świadczy o mych doświadczeniach. Najprościej jest zgubić się, udawać ślepca przed swym szczęściem, więc zamiast ust wpraw dłonie w ruch, niech one będą twym narzędziem.

Na ulice wypłynie tłum.

nie ma nas w ludzkich sercach
na językach tańczymy im
jesteśmy kawałkiem mięsa
pozwolono nam umrzeć dziś
nie ma nas w mądrych księgach
diabeł niósł nas do chrztu
czekasz aż w następne święta
na ulice wypłynie tłum
tłum bezimiennych – tych
którzy egoistycznie
pozwalają sobie żyć

nie ma nas w waszym prawie
lewej strony trzymamy się
miejsca też nie ma w ławie
kościołów – nie modlimy się
nie ma was – śpiewają krzewy
z boskim chórem przy boku
na widok was gniją drzewa -
recytuje imienny tłum
tłum imiennych – tych
którzy samozwańczo
ubóstwili się