wykrzyczałeś znów imię swe

wykrzyczałeś znów imię swe
myśląc, że dziś odnajdą cię
w tłumie istot, z którymi chcą
spędzić tę noc

wysławiłeś znów portret swój
lecz wciąć czujesz duszący ból
bo ich palce od dawna już
wskazują gdzieś w bok

którejś nocy, gdy przyjdzie chłód
zwrócisz serce zmienione w lód
by nie męczyć się nigdy znów
zmianami ich ról

zaślepiony i pusty tak
już nie człowiek, lecz własny kat
będziesz klęczał i karcił się
za tych miłości grzech

Zazdroszczę Ci.

Zazdroszczę Ci podrywów i porzuceń z których nic, tylko cztery łzy. Ze skazą serc. Głosów rozżalonych, co w czterech łzach topią się.
Zazdroszczę Ci miejsca w głowie, pustych chwil. Wolnych dób, jakbyś przestał żyć. Kiedyś też stagnacją mogłem chwalić się. Dziś tylko lęk, bo coś mnie goni.
Zrozum ten absurdalny, krótki tekst o dziecku, co przestało jeść. Wieczny głód, to on tu winny jest, lecz nie ma czym nasycić go.

zabijasz mnie już sto pierwszy raz

zabijasz mnie już sto pierwszy raz
by wskrzesić i śmiać się w twarz
kto z nas pierwszy rzuci ciężką broń
na ziemię splamioną krwią?

spójrz, poświęcam swój ostatni dech
bym mógł rozpalić się
zabijasz mnie sto pierwszy raz
a i tak próbuję wzniecić żar

jestem wątły jak cień…
żal mi życia w ten dzień…

sprawiłeś bym był, więc pozwól także żyć
nie każ wciąż w nadziei tkwić
dałeś mi sny, więc pozwól też lśnić
nie pozwól bym w cieniu wył

ze śmiercią znam się twarzą w twarz
będę szczery, to twój słaby żart
czy to pokuta za mój grzeszny czas?
przepraszam, to nie byłem ja

spójrz, wytężam swój marny słuch
by usłyszeć twych kilka słów
ze śmiercią znam się twarzą w twarz
więc nie mów, że to tylko strach

jestem wątły jak cień…
żal mi życia w ten dzień…

sprawiłeś bym był, więc pozwól także żyć
nie każ wciąż w nadziei tkwić
dałeś mi sny, więc pozwól też lśnić
nie pozwól bym w cieniu wył

hej dziewczyno!

hej dziewczyno!
w okularach i z padliną
zamiast ciała
ligniną
owiń swoją miłość

hej chłopaku!
ze ścierwami na deptaku
zamiast psów
nie debatuj
pieprz swoich przyjaciół

poszukiwacze wysokich progów
tlimy niedosyt wrażeń i kłamstw
noc pełna pustych dialogów
zostawiamy pusty chłam wam

Nie pytam o szczeście.

nie pytam o szczęście bo nikt dziś go nie ma
ja pytam o chwilę co uśmiech jest winna
nie proszę o miłość lecz o chwilę rozkoszy
bym mógł zapomnieć jak boli jej dotyk
nie chcę też wiary uszytej z bojaźni
że coś mnie rozliczy ze złudnej wolności

czekam aż życie przede mną uklęknie
przeprosi swym cudem za winy i mękę

Wlewa sobie do oczu kilka kropel łez.

wlewa sobie do oczu kilka kropel łez
kiedy przeleje dławi się
mówi że świat jej skończył się

tam gdzie był mózg
został złości złóg
tam gdzie był mózg
teraz stoi wróg

spokój sobie schowała w otwór ciemny jak
czarne usta wygięte
w podkowę klnące cały świat

tam gdzie był mózg
gnije ciszy trup
tam gdzie był mózg
cisnął szałem bóg

przypomnij sobie jak różą zwali cię
płatki odpadły liście też
jedynie kolcami przyozdabiasz się

tam gdzie był mózg
rozsądkiem spróbuj czasem kłuć