hej dziewczyno!

hej dziewczyno!
w okularach i z padliną
zamiast ciała
ligniną
owiń swoją miłość

hej chłopaku!
ze ścierwami na deptaku
zamiast psów
nie debatuj
pieprz swoich przyjaciół

poszukiwacze wysokich progów
tlimy niedosyt wrażeń i kłamstw
noc pełna pustych dialogów
zostawiamy pusty chłam wam

To była któraś sobota z kolei…

To była któraś sobota z kolei, kiedy szykowaliśmy się do nocy filmowej. Standardowo – kilka wygodnych poduszek, film kategorii B i coś do picia…. Robiłem pop-corn i znów wstawiłem na trzydzieści sekund za długo niż mówiłaś. Złościłaś się, że nienawidzisz spalonego, a ja się śmiałem, co doprowadziło Cię do jeszcze większego szału.

Śmiałem się do odtwarzanego w głowie film z przed kilku lat… To był czwartek, taki sam jak każdy poprzedni. Po polskim szliśmy z nieznanymi Ci ludźmi oglądać film. Zachodząc po drodze do sklepu dziewczyny liczyły kalorie, a chłopaki pieniądze. My chcieliśmy więcej, dziewczyny mniej… Nigdy nie wybieraliśmy filmu. Nie był ważny. Seans trwał w naszych głowach odtwarzany przez wspólny projektor absurdu. Godzinami leżeliśmy na jednym łóżku, czasami pijani smacznym flirtem lub odmóżdżeni śmiechem wdychając smród spalonego przeze mnie pop-corn’u.

Z wizji wyrwałaś mnie pretensją, że jestem bezczelny. Że wszystko traktuję jak żart, nie myślę.

Przeprosiłem, a Ty zjadłaś pop-corn.

 

Nie pytam o szczeście.

nie pytam o szczęście bo nikt dziś go nie ma
ja pytam o chwilę co uśmiech jest winna
nie proszę o miłość lecz o chwilę rozkoszy
bym mógł zapomnieć jak boli jej dotyk
nie chcę też wiary uszytej z bojaźni
że coś mnie rozliczy ze złudnej wolności

czekam aż życie przede mną uklęknie
przeprosi swym cudem za winy i mękę

Wlewa sobie do oczu kilka kropel łez.

wlewa sobie do oczu kilka kropel łez
kiedy przeleje dławi się
mówi że świat jej skończył się

tam gdzie był mózg
został złości złóg
tam gdzie był mózg
teraz stoi wróg

spokój sobie schowała w otwór ciemny jak
czarne usta wygięte
w podkowę klnące cały świat

tam gdzie był mózg
gnije ciszy trup
tam gdzie był mózg
cisnął szałem bóg

przypomnij sobie jak różą zwali cię
płatki odpadły liście też
jedynie kolcami przyozdabiasz się

tam gdzie był mózg
rozsądkiem spróbuj czasem kłuć

 

ważka siedzi na balkonie

 

ważka siedzi na balkonie
snuje myśli pełne mdłości
tysiąc luster w całej głowie
szkliwo zdarte aż do kości
w każdym z luster brak odbicia
szkło skruszone lśni w powietrzu
już nie słychać serca bicia
ból zagnieździł się w tym miejscu
ważka więc ucieka dalej
sypiąc z oczu lśniącym pyłem
podtrzymuje swoją wiarę
że tym razem się nie myli

 

 

 

 

 

 

Pan Nocy.

Powietrze było nadzwyczaj ciepłe, albo tylko tak mi się wydawało. W końcu byłem zupełnie nagi, a moje ciuchy leżały obok waszych kilka kilometrów za mną, przy drodze, której kamyki poraniły mi wtedy stopy do krwi. Rozgrzewała nas adrenalina i poczucie wolności, które tłoczyło serce, rezolutnie zagłuszając mózg wrzeszczący WSTYD! Wstyd nie istniał i wasza nagość nie istniała. Byłem ja, odbijająca się pełnia na każdym milimetrze ciała, krew na stopach i wolność.

———-

Księżyc był znów jedynym światłem, ale nawet on nie zdołał wbić się choćby na milimetr w czerń wody, która o tej porze bardziej przypominała wartkie niebo o północy niż rzekę, jaką pamiętałem zza dnia. Kilka godzin wcześniej te plaże oblegane były przez promienie słońca, turystów i hałas. Teraz istniała tylko woda i ciemność… Drżałem, lecz ani z zimna, ani ze strachu. Drżałem w rytm wypłukiwanych myśli.

———-

Świat, a przynajmniej cała wieś leżała nam u stóp. Wrzeszczeliśmy i śpiewaliśmy tańcząc od jednej do drugiej balustrady mostu. Ta noc nas opętała, a my odprawialiśmy swoje rytuały uwolnienia od bladej rzeczywistości. Muzyka była tylko tłem, dla echa naszego ducha, który eksplodując odbijał się od wnętrza naszej skóry… Rytm naszego obłędu… Dźwięki naszych szaleństw.

———-

Takich nocy było kilka. Siadałem na parapecie, spuszczają w zwisie nogi od zewnętrznej strony okna mojego pokoju i trując się, o wiele za wcześniej niż powinienem, dymem niebieskich LMów. Niczego wtedy nie obserwowałem, o niczym nie myślałem. Moją głowę wypełniała muzyka, chyba MGMT lub Florence Welch. Świat stanął przede mną na baczność, a ja znów byłem Panem Nocy.

———-

Słońce nieśmiało wyglądało zza horyzontu, a ja będąc w fazie trzeźwienia po pewnych prochach – świadectwie naiwnej młodości – byłem najszczęśliwszym człowiekiem świata, po nocy która poczęstowała mnie straceniem świadomości, złymi halucynacjami i okradnięciem.

———-

       Dziś przenoszę się na inny grunt… Otaczam ochronną warstwą, by zmyć brud z twarzy.

.

Zbyt zmęczony, by udawać nieszczęśliwego… Zbyt nieszczęśliwy, by obdarowywać radością… Wiem, że próbowałeś zaskoczyć mnie życiem, lecz dopiero gdy oślepłem na rzeczywistość. I… może znalazłeś idealnie miejsce, by zrealizować mój idealny plan, ale chyba nie jestem już zainteresowany, więc… możesz płakać, a ja podzielę Twój ból. Możesz płakać tyloma łzami ile zdołasz połknąć, by nikt prócz nas nie widział. Płacz… tym razem uwierzę w Twój ból, a ja… czasami spojrzę z alkoholem we krwi w przeszłość, szukając przy okazji piromanów winnych spalenia mojej duszy. I zaczniemy płakać… wierząc w swój ból. Łykać łzy, aż zwymiotujemy mózgi…

… i zaczniemy od nowa.

Są teksty, które…

Nie ma znaczenia, ile razy mówiłaś mi, że chcesz odejść
Nieważne, ile oddechów wzięłaś, wciąż nie byłaś w stanie oddychać
Nie ma znaczenia, ile bezsennych nocy przeleżałaś, budzona odgłosem trującego deszczu
Dokąd odeszłaś?
Podczas gdy dni mijają, noc płonie
Powiedz mi, czy zabiłabyś, aby ocalić swe życie?
Powiedz mi, czy zabiłabyś, aby udowodnić swoją rację?
Zniszcz, spal, niech to wszystko spłonie
Ten huragan wciąga nas wszystkich pod ziemię
Nieważne, na ile sposobów umrę, nigdy nie zapomnę
Nie ma znaczenia, ile żyć przeżyję, nigdy nie będę żałować
W tym sercu jest ogień i bunt, który za chwilę eksploduje w płomieniach
Gdzie jest twój Bóg…?
Czy naprawdę pragniesz?!
Czy naprawdę pragniesz mnie?!
Czy naprawdę pragniesz mnie martwego?!
A może żywego, aby torturować mnie za me grzechy?!
Obietnice, które składaliśmy, nie były wystarczające. Nigdy więcej nie baw się w tą grę
Modlitwy, które odmawialiśmy, były jak narkotyk. Nigdy nie mając zamiaru mi tutaj pomóc
Sekrety, które wydaliśmy, nigdy nie zostały poznane. Nigdy nie śpiewaj tej piosenki po raz kolejny
Miłość, którą mieliśmy… musieliśmy pozwolić jej odejść. Nigdy więcej się nie poddawaj, nigdy więcej nie rezygnuj
Ten huragan…
- 30STM Hurricane.

.

,,Istnieję tylko dla tych, dla których istnieję” – okazało się, że jest ich mniej, niż sądziłem, a i z istnieniem dla tych, dla których istnieję mam problem. Nie istnieję też od dawna w tym miejscu i trochę mnie to martwi. Nie istnieję, bo wydaje mi się, że martwię się wieloma innymi rzeczami, martwiąc się tak na prawdę o nic. Z głupiej natury. Wszystkie te zmartwienia zaowocowały długim oczekiwaniem w kolejkach i receptą. Recepta też mnie martwi, a kolejna wizyta u ,,specjalisty” co najwyżej śmieszy. W każdym razie dziś to, co się skondensowało zaczęło się rozpuszczać. Co też mnie martwi, ale daję nadzieję… chociaż na kilka nowych tekstów.